piątek, 18 lipca 2014

Malinowe kapturki.

Kapturki na słoiczki z sokiem malinowym robiłam na zamówienie. Będą leciały do Anglii. Niestety zdjęcia bardzo kiepskie, ale niestety nie miałam czasu na "przyłożenie". Oczywiście chciałam iść na łatwiznę i znaleźć odpowiedni schemat w "kopalni" czyli internecie. Ale jak zwykle nic co by mi pasowało nie znalazłam, a miało być przede wszystkim szybko. Powstał więc wzorek z głowy, łatwy i nieskomplikowany w sam raz dla początkujących




niedziela, 13 lipca 2014

Niebiańska sukienka.

Taaadaam.
Już skończyłam. Trochę to trwało. Nie obyło się oczywiście bez poprawek. Zastanawiałam się nad kolorem, ale zostałam jednak przy niebieskim. Szydełko nr 2, dziesięć motów po 30g tej oto nitki:


Wstążki jako paska na razie nie ma z braku odpowiedniej szerokości i kolorystyki wstążki. A to efekt końcowy:





































 Za pamięci - robiąc spódniczkę motyw musi być podzielny przez cztery.
 I jak Wam się podoba?

czwartek, 19 czerwca 2014

Niezapominajki i akacje.

   Nitki kupiłam na "ciuchach". Oczywiście nie tylko te z których zrobiłam spódniczkę i czapeczkę. Różnego rodzaju wełny, bawełny, anilany i inne cuda było w sumie trzy ogromne reklamówki. Do tego pachnące nowością (już nie na ciuchach) nitki na kąpielówki dla starszej córki i na przepiękną błękitną sukienkę. Siedziałam myślałam i wymyśliłam. Ubranie zrobiłam z tego schematu:

A oto efekt:





Poszłam wczoraj na jagody. Jagód tyle co kot napłakał i jeszcze sporo niedojrzałych. Na jagodniki stanowczo za mało. Za to zakwitły akacje. Ciasto trochę bardziej gęste jak na naleśniki i słodkie, kwiatostan maczamy w cieście i smażymy na oleju. Pycha. To samo można zrobić z kwiatem czarnego bzu, ale jak na razie w okolicy czarnego bzu nie znalazłam. Za to akacji pod dostatkiem.


piątek, 13 czerwca 2014

To lubię.

   Spódniczkę zrobiłam jakiś czas temu. Na początku miała być sukienka według tego wzoru:

Ale z nitki, którą zaczęłam robić, sukienka nie wyglądałaby dobrze. Została więc spódniczka. Prezentuje się również całkiem nieźle:




















I jeszcze jedno dzieło ( pomysł zaczerpnięty z internetu), tym razem na słodko na urodziny syna:


sobota, 10 maja 2014

Rowerowe "rękodzieło".

   Dzisiaj całkiem z innej beczki. "Czy remont roweru to też rękodzieło?" Zdaniem syna oczywiście, że tak. W końcu musiał sam wszystko ręcznie czyścić, malować, odkręcać, przykręcać. W sumie sprawa dyskusyjna, ale efekt niesamowity. Jakość zdjęć jest taka sobie, ale efekty, naprawdę ciężkiej pracy syna,widać.



Musiałam się pochwalić. A tak niewinnie zaczynał się mój blog - tytuł posta, a w poście same zdjęcia i ani be, ani me, ani kukuryku. Rozwijam się "postowo", a może "pościano".

Jak można zauważyć, biorę udział w candy, a jak biorę to niedługo odwdzięczę się tym samym.

poniedziałek, 5 maja 2014

Kwitnąco.

   Siedziałam z szydełkiem w ręku bez żadnego pomysłu. Najpierw zrobiłam zielone liście. Ot tak sobie, a może do czegoś się przydadzą. No i zanim skończyłam robić drugi listek już wiedziałam co z nich powstanie.






I jeszcze jedne kolczyki podpatrzone w internecie z cyklu "mamusiu zrób mi takie":


wtorek, 15 kwietnia 2014

Kwietnik ława.

Ostatni tydzień był bardzo pracowity zarówno dla mnie jak i dla męża. Ja siedziałam i robiłam zamówione koszulki na jajka, a mąż zamówione kwietniki. Zdjęć koszulek nie wstawiam, bo każdy wie ja wyglądają. A oto zdjęcia ławy. Wymiary około 75cm x 30cm x 60cm.





niedziela, 6 kwietnia 2014

Ogrodowy recykling.

   Stały skrzynki pod płotem i bezużytecznie próchniały. Wystarczyło tylko trochę starej farby i proszę bardzo niech sobie próchnieją dalej, ale tym razem już użytecznie.



poniedziałek, 24 marca 2014

Serwetka owalna 1.

Wydzierganie serwetki zajęło mi w sumie 9 godzin i 30 minut. Wydaje mi się, że serwetkę zrobiłam dość szybko. Na wymiary nie patrzę, bo wielkość zależy od grubości szydełka i nitki.















A schemat wydłubałam w internecie:


niedziela, 23 marca 2014

Kwietnik krzesełko.

   Przyjechał mąż z Niemiec do kraju na trochę dłuższy pobyt. Posprzątał podwórko, naprawił zepsute sprzęty (przede wszystkim te uzależnione od prądu) i podpatrzony w kraju ościennym pomysł wprowadził w życie. Do krzesełka chcę jeszcze ławeczkę i mały stolik z którego kaskadą będą spływały surfinie.
A Wam jak się podoba?




wtorek, 11 marca 2014

Frania.

Zachwycona zdjęciem lalki w jakiejś gazecie, postanowiłam zrobić taką lalkę dla mojej półtorarocznej wtedy córeczki. Owe czasopismo z przepisem na zabawkę pożyczyłam i siadłam do pracy. Zgromadziłam resztki przedpotopowych włóczek jakie tylko w szafie znalazłam. Radosna twórczość wyszła koszmarnie. Bardziej przypominała narzeczoną Frankensteina niż miłą przytulankę. Niestety córka zapałała do lalki żywą sympatią. Córka ma w tej chwili lat osiemnaście (prawie) i na informację co by maszkarę spalić zareagowała stanowczym sprzeciwem.
A czy Wy zrobiłyście coś równie koszmarnego, czy tylko ja byłam taka zdolna?

piątek, 28 lutego 2014

Koszulki na jajka.

Pomysły w głowie lęgną się w różnych fazach rozwoju szydełkomaniactwa. Z braku umiejętnoci i praktyki (na pewno nie talentu) niektóre z nich przez długi czas nie zostaja zrealizowane, a później okazuje się, że na pomysł wpadł jeszcze ktoś inny. Tak było z koszulkami na jajka. Będąc na etapie "dlaczego ten brzeg wychodzi pod skosem", patrząc w święta na pisanki pomyślałam właśnie o takim wielorazowym ubranku. Pomyślałam i po świętach wróciłam do problemu skośnego brzegu. Po wielu latach ujrzałam koszulki w necie i oczywiście skorzystałam ze wzoru.
Siateczkę łatwo jest zrobić. Natomiast drugi wzór robiłam słupkami podwójnymi, w drugiej wersji samymi słupkami.



Większość koszulek rozeszła się "prosto spod szydełka".
Patrząc na zdjęcia muszę popracować nad artystyczną ekspozycją. Tylko czy Madzia nie rozniesie wszystkiego zanim zrobię zdjęcia. Nad madzinkowym twórczym roznoszeniem najbardziej cierpią jajka.